 | 07-08-2007Egipt - جمهوريّة مصر العربيّة

|
W sierpniu 2007 wyruszyliśmy do Egiptu. Podroż do Egiptu to podróż śladem wielkich, starożytnych kultur. To marzenie móc obejrzeć ich pozostałości, ujrzeć na własne oczy historię pisaną w książkach, obrazy zamknięte na ich kartach, obrazy zamknięte za szklanym ekranem monitora. Każda wyprawa to przekraczanie granic, to wychodzenie poza karty książek, wychodzenie poza bierność. To dotykanie kultur, dotykanie świata, uczestnictwo w jego doświadczaniu. Bogactwo świata i jego różnorodność stają się rzeczywiste i nagle jesteśmy w jego środku, oswajamy go i naznaczamy własną obecnością. Co za piękne uczucie, które ofiarowuje poznawanie, dostępne dzięki podróżowaniu. Uczucie, gdzie z pozoru niemożliwe staje się możliwe. Gdzie odwiedzasz miejsca do tej pory ci niedostępne i będące w sferze marzeń, z brakiem pewności na ich spełnienie. I w ten sposób krystalizacji marzenia, kraj z niesamowitą starożytną historią, tajemniczy kraj faraonów, Sfinksa i piramid stał się naszym udziałem...
Miejscem docelowym naszej wycieczki było Sharm El Sheikh, miasto położone na półwyspie Synaj. Turystyczne miejsce w otoczeniu hoteli, sklepików i palm, z niebieskim niebem nad głową i bliskością morza.
Egzotyczna okolica z palmami i architekturą arabską, zdradza nam obecność McDonald’sa w pobliżu. Dodatek turystów (Włosi, Rosjanie, Niemcy) i puszczanych czasem w hotelu utworów rodem z Ameryki, nie powoduje, że nie możemy poczuć się odcięci od naszej europejskiej kultury. I poczucie tej obcości i odcięcia było...pociągające. Doświadczyliśmy tutaj totalnego starcia z innością, z odmiennością od tego, co znamy. Kontakt z kulturą, która jest nam obca, jest fascynujący i podszyty dreszczem pewnej niepewności, nie wiesz czego możesz oczekiwać od drugiego człowieka. To dreszcz i fascynacja płynąca ze znalezienia się w nietypowych warunkach, wyzwanie i przygoda, konieczność zmiany percepcji, wyostrzenia zmysłów, otwartości i czujności, bo oczywistość została daleko za nami.
Tym co na samym początku zaskakuje, to zwyczaje kupieckie jakie tutaj panują. Zwiedzając okolicę, w której otoczeniu znajdują się sklepy, możemy zapomnieć o spokojnej kontemplacji otoczenia. Tutejsi sprzedawcy są jak szarańcza. Wylatują chmarą ze swych sklepów i radośnie nawołują turystów, zapraszają w swoje progi. Biorą pod rękę, proponują herbatkę beduińską, colę, usadawiają na masywnych kolorowych sofach w otoczeniu buteleczek na perfumy, olejków i innych przedmiotów, które na pewno ci się przydadzą, choć może o tym jeszcze nie wiesz. Prezentują oniemiałemu turyście flakoniki, podsuwają pod nos rozmaite zapachy, pytają skąd jesteś, jak się nazywasz, rozmawiacie jak starzy znajomi, prawie pytają jak się ma twoja ciocia Helena. Po tym przemiłym wstępnie, pojawia się przelotnie kwestia ceny, ile dałbyś za ten piękny olejek, który ci ofiarowuje. Targowanie, ach jak oni to kochają! Po jakimś czasie uczymy się, że normalnym jest, że jak tylko wystawimy nogę w kierunku miasteczka, nie przejdziemy niezauważeni i z każdego ze sklepów, po kolei, będzie wyłaniał się sprzedawca i miło zapraszał do środka. Pierwszy, drugi, następny...i każdemu będziemy grzecznie odmawiać. Potem w toku ewolucji, nauczymy się nie zwracać na nich uwagi, a w krańcowym etapie mówić do nich po polsku... Język. Niech nie truchleje turysta, który przed wyjazdem zapomniał zaopatrzyć się w słowniczek zwrotów arabskich. Ja takowy rozsądnie sobie sporządziłam i ...nie skorzystałam nawet z jednego zdania. Bracia Egipcjanie mówią po angielsku, w stopniu podstawowym świetnie się z nimi dogadamy w hotelu, na bazarach. A niektórzy mówią nawet po polsku!;) Można np. usłyszeć "Jak się masz kochanie", "Dzień dobry" "zajebista cena!". Wpływu nauczania przez polskich turystów nie sposób nie docenić, jak choćby w tej rozmowie z pewnym młodym chłopakiem, który nas zaczepił...
- Hello!
- Hello...
- Where are you from?
- From Poland
- Poland??? MUCHA RUCHA KARALUCHA
Arabska brać ma niezwykłą zdolność wyłapywania języka jakim posługuje się turysta i określenie kraju jego pochodzenia, po czym zmyślnie przestawia się na translate i wodzi na pokuszenie i pozyskanie turysty. Bo któż pozostanie obojętny na nawoływania w rodzimym języku. To dobry patent na zwrócenie uwagi i sympatyczne zachęcenie do wejścia do sklepu w celu obejrzenia towarów. A potem "money, money, money" i opuszczanie ceny specjalnie i tylko dla ciebie (yhy). Ten kupiecki zwyczaj i natręctwo sprzedawców to coś, do czego należy się po prostu przyzwyczaić.
Kolejnym zaskoczeniem są ludzie. Wędrówka po Egipcie okazała się burzeniem stereotypów. Jesteśmy bombardowani przez media hasłami o złych Arabach, Arabach terrorystach, hasłami uogólniającymi, budującymi w naszym przekonaniu niezdrowe stereotypy. Tymczasem zwyczajni ludzie, ludzie, których spotykaliśmy, okazali się bardzo sympatyczni i otwarci. Przekonaliśmy się, że są nie tylko sympatyczni i mili dlatego, że chcą nam coś sprzedać, tylko po prostu dlatego, że taka jest ich natura. Uśmiechną się do Ciebie na ulicy, pomachają z samochodu. Sami tłumaczą, ze lubią pogodnych, wesołych ludzi.
Wszędzie są ludzie dobrzy i źli, wszędzie są ludzie biedni i bogaci. Tak samo jest w Egipcie. Wszyscy jesteśmy tacy sami, choć żyjąc na jednej planecie, żyjemy w rożnych światach. Ale jako ludzie, nic nas nie rożni. Zamiast budować stereotypy, powinniśmy szukać tego, co łączy nasze uczucia i myśli.
Będąc w Sharm El Sheikh warto udać się do najstarszej dzielnicy miasta Sharm al- Maja, gdzie znajduje się duży bazar Old Market. Pełno tu sklepików, począwszy od sklepów z pamiątkami, po sklepy z jedzeniem, restauracje. Od polskich bazarów rożni się istnieniem tutaj stałych budynków sklepowych, co jest przeciwieństwem do popularnych polskich straganów. Architektura arabska, śpiewanie Koranu wylewające się z głośników, tworzą specyficzną atmosferę w gorącym i sennym Starym Rynku...
Bazary są wspaniałymi miejscami do poznania lokalnej ludności i jej otoczenia. Na egipskim bazarze śpiewom arabskim akompaniują pobrzękujące chusty do tańca brzucha, delikatnie poruszane przez wiatr, oczy mamią kolory tkanin i przypraw usypanych w kopczyki, woń ich i woń olejków uwodzą zmysły...
Następnym miejscem do obejrzenia będzie luksusowa dzielnica Naama Bay z nadmorską promenadą, hotelami, bankami, sklepami, dyskotekami i kasynami. Mieści się tutaj np. słynne Hard Rock Cafe, miejsce, gdzie bywały gwiazdy światowego formatu. Naama Bay to bardzo komercyjne miejsce, to swoiste centrum rozrywki. Z baru na plaży można usłyszeć śpiew Britney Spears, nocą tłum ludzi bawi się na dyskotekach. Jest to z pewnością miejsce, gdzie uczucia poznawania odmiennej kultury można nie doświadczyć lub go zatracić z powodu zbyt wielu elementów odpowiadających znanej rzeczywistości.
Wieczorem przyciąga do siebie centrum rozrywkowe Fantasia, z pięknie oświetloną pałacową architekturą, dzięki czemu możemy poczuć się niczym w "Baśni tysiąca i jednej nocy". Wśród zapachu kadzidełek można oglądać pokazy tańca brzucha, zapalić sziszę lub oddać się nocnym zakupom.
W dzień udajemy się na plażę. Widok przepięknie niebieskiego morza zapiera dech w piersiach. Czyste niebo, gorące słońce, kolorowe ryby pływające koło stóp...czujemy się jak w raju. Gorący klimat, który gwarantuje dobra pogodę i ciepłe kąpiele, przyciąga tłumy ludzi.
W Sharm El Sheikh są jedne z najpiękniejszych raf koralowych na świecie, dlatego zjeżdżają tutaj nurkowie z całego świata, by podziwiać podwodny świat. To raj dla potrafiących pływać. Zanurzając się w Morze Czerwone, pływający otrzymuje wspaniałą możliwość wejścia w inny świat. Fuzja barw, intensywność kolorów ryb, rafa koralowa, ryby pływające kolo ciała... Bezpośredniość ich doświadczenia jest niesamowitą przyjemnością i niezapomnianym doznaniem.
Ci, którzy nie posiadają umiejętności pływania, mogą skorzystać z form alternatywnych, takich jak Submarine, czyli łodzi podwodnej, gdzie przez wielkie okna będziemy oglądać wodny świat i czuć się jak w ogromnym akwarium.
Zasmakowaliśmy już w Egipcie, ale symboliczny cel naszej podroży był daleko od nas. Wszystko co zobaczyliśmy i czego doświadczyliśmy, było dla nas początkiem i przedsmakiem do kontaktu z właściwą starożytną historią tego kraju. W tym ujrzenia cudu świata i symbolu potęgi i tajemniczości Egiptu- piramid...Pewnej nocy wsiadaliśmy do autokaru i ruszyliśmy w 9,5 godzinną podróż do Kairu, oddalonego 500km od Sharm El Sheikh. Pokonując trasę z Azji do Afryki, przez słynny Kanał Sueski, zbliżaliśmy się do wymarzonego celu.
Oglądanie Kraju Faraonów zza okien autokaru nie było pozbawione wartości poznawczych i magii. Zmieniające się jak w kalejdoskopie obrazy budowały nam wizerunek tego kraju. Czasem okazywały się zaskakującymi i zdumiewającymi elementami tej samej układanki...Dzięki temu tak długa podróż mogła ekscytować. Nie jechaliśmy pod eskortą policji, o jakich czytaliśmy, ale policji jest dużo ze względu na bezpieczeństwo. Egipt jest zagrożony atakami terrorystycznym, tym bardziej, iż owe miały tu już miejsce, choćby w samym Sharm El Sheikh w 2005 roku. Mimo to, turystów tutaj nie brakuje.
Nocna podróż to oglądanie milionów gwiazd zawieszonych nad pustynią jak błyszczące diamenty na czarnym niebie. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie widziałam ich tyle. Przestrzeń, gwiazdy i cisza. Mijamy ciężarówki stojące na poboczu, na których przyczepie, pod gołym niebiem śpią ludzie. Ludzie śnią. Śni chłopak przytulony do karabinu. Półksiężyc islamski czuwa na niebie. Zaczarowani atmosferą zasypiamy i my.
Budzę się oglądać wstający dzień nad pustynią. W głowie mam melodię Dead Can Dance "The Carnival Is Over". Zauważam prowizoryczne budynki, porozrzucane i oddalone od siebie, w których mieszkają najbiedniejsi. Widzę mężczyznę w turbanie oddającego się porannej modlitwie, składającego ukłony Allachowi. Mijamy się z tutejszym busem, w którym jadą kobiety z dziećmi. Stoimy chwilę koło siebie i przez ten czas przyglądamy się sobie z zaciekawieniem. Kobiety uśmiechają się do nas. Zatrzymujemy się na postój. Jest to zajazd, na którym spotykamy inne wycieczki podążające do Gizy i Kairu. Można tu zobaczyć mieszankę kulturową, którą Egipt przyciąga do zwiedzania. Jest wczesny poranek, ludzie sączą soczki, jędzą prowiant, niebo ma kolor różowy. Tak samo różowe jest sari starszej uśmiechniętej hinduski, która przykuwa mój wzrok. Wchodzę do budynku i wyglądam przez okno, widzę stertę śmieci porozrzucanych na pustynnej ziemi. Kolejny obraz z prawdziwego życia. W przewodniku nie ma nie miejsca, tak jak na mysz, która z impetem przebiega po deskach zajazdu. A i ona jest częścią nie ocenzurowanego życia, które mamy zaszczyt zobaczyć.
Bieda jest tym, co najmocniej rzuca się w oczy podróżując przez kraj. Stąd Egipt ukazał nam się jako kraj kontrastów. Dojeżdżając do piramid, które znajdują się na przedmieściach, obserwujemy szokującą biedę. Mijamy dzieci jadące na osiołku, walące się budynki, zanieczyszczoną, brudną wodę, zdechłego osła w rzece, a wszystko na tle piramid. Bloki mieszkalne i większość budynków ma kolor ciemnego piasku, co wywiera negatywne wrażenie estetyczne. Może także dlatego pojawiła się we mnie myśl, że współcześni Egipcjanie nie podołali kontynuacji potęgi i splendoru ich przodków...
Ale już... już... są ...PIRAMIDY. Monumentalne, potężne, górujące nad miastem. Wyobrażenie ich wielkości rozbija się z rzeczywistą konfrontacją. Byliśmy malutkimi punktami przy nich. Trudno uwierzyć, że ludzkie ręce mogły je zbudować. Podziw odejmuje mowę. Zachwyt nad potęgą możliwości i potęgą wyobraźni, bo komuś kiedyś zrodziła się ich wizja...ktoś kiedyś podjął się jej realizacji...W Gizie znajdują się trzy najsłynniejsze piramidy uznane za jeden z siedmiu cudów świata: piramida Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Największa z nich to piramida Cheopsa. Ma ona podstawę o wymiarach 230 na 230 metrów, wysokość 146 metrów. Zbudowano ją jako grobowiec dla faraona Cheopsa. Środkowa piramida należała do syna Cheopsa- Chefrena, a najmniejsza do Mykerinosa, który był z kolei wnukiem Chefrena. Piramidy były pomnikami dla zmarłych, pełniły tez funkcje grobowców. Do tej pory tak naprawdę nie wiadomo w jaki sposób je budowano. Formułowane są różne hipotezy na ten temat. Piramidy fascynują swoja spektakularnością i tajemniczością, którą wywołują pytania bez jednoznacznej odpowiedzi. Istnieją poglądy jakoby piramidy miały pełnić funkcje obserwatoriów astronomicznych, czy też, że zbudowali je kosmici. Ich niezwykłość jest niepodważalna i nie sposób nie zgodzić się z arabskim przysłowiem, które mówi, że "czas jest wyzwaniem dla wielu rzeczy, ale piramidy są wyzwaniem dla czasu".
Kolejno szlakiem wycieczki udajemy się zobaczyć Sfinksa, znajdującego się w otoczeniu piramid. Sfinks jest jedną z najbardziej niezwykłych budowli świata i zarazem jednym z najbardziej tajemniczych symboli starożytnego Egiptu. Sfinks jest pomnikiem o ciele lwa i twarzy faraona- prawdopodobnie Chefrena. Został wyrzeźbiony w monolicie skalnym w XXVI w. p.n.e. Jest ogromny: ma długość 57 m, a wysokość 20 m. Zwrócony jest na wschód w kierunku Nilu. U jego łap znajduje się mała świątynia. Posągi sfinksów były bardzo popularne w Egipcie. Stały one na straży grobowców faraonów, pełniły też role strażników wejścia do podziemnego świata. Sfinksa tak samo jak piramidy otacza aura tajemniczości. Między innymi istnieją przesłanki o tym, że pod ziemią znajdują się dwie duże puste komory, ale do tej pory nikt ich nie zbadał, nie zostały oficjalnie odkryte. Choć pewne badania wykazały ich istnienie, świat nauki zdaje się je ignorować
Przy okazji, obowiązkowo, korzystamy z przejażdżki na wielbłądzie. Koło piramid jest dużo Egipcjan oferujących tę "rozrywkę". Prosimy mężczyznę od mojego wielbłąda, żeby zrobił nam zdjęcie. Owszem chętnie, tylko potem domagał się bakszysz, czyli napiwku. Jest to forma zwyczaju, jednak miewaliśmy czasem nieodparte wrażenie, że bywa bezczelnie nadużywana.
Pomyślnie przechodząc kontrolę bramkową, odwiedzamy Muzeum Egipskie w Kairze. W muzeum znajduje się mnóstwo przedmiotów starożytnych. Możemy podziwiać królewskie mumie, posągi, przedmioty codziennego użytku, zabawki, zmumifikowane zwierzęta, misternie wytworzoną biżuterię, zawartość z grobowca faraona Tutanchamona, która mieści się w kilku pomieszczeniach (!). Znajduje się tu jego słynna maska, dzięki której możemy popatrzeć faraonowi głęboko w oczy, a sposób ich namalowania, wywołuje wrażenie, że są żywe...
Przyjemną wizytą i ucztą dla zmysłów będzie także wizyta w kairskiej galerii zapachów. Półki pełne szklanych i fantazyjnych flakoników na olejki zapachowe, wreszcie sama bogata gama zapachowa jaką oferuje galeria, wprowadza w dobry nastrój. Każda kobieta może poczuć się jak księżniczka w takim otoczeniu. A tym bardziej, gdy staje się posiadaczką takiej pamiątki;) Od sklepików na bazarach, galerię różni posiadanie certyfikatów na sprzedawane esencje. Zapachami Egiptu jest lotos i papirus. Lotos jako zapach dla kobiet, papirus dla mężczyzn. Nie skusiłam się wtedy na kupno, choć lotos zachwycił mnie swoją nutą zapachową...
Oprócz tego jak pachnie papirus, warto zobaczyć jak wygląda i jak powstają słynne przywożone z Egiptu papirusowe obrazki. W tym celu należy się udać do galerii papirusu, gdzie poznamy tajniki jego wyrobu i obejrzymy klimatyczne obrazy malowane na nim.
Na koniec naszej obecności w Kairze idziemy na wielki bazar Khan El Khalili, jeden z największych na świecie. Można się tu łatwo zgubić w ogromnym tłumie ludzi, w wąskich uliczkach usianych sklepami. Kupując pamiątki trzeba niezwłocznie pamiętać o targowaniu i zbijaniu ceny parokrotnie. Ceny są wysokie, butelka coca-coli kosztowała tam koło 20 złotych. Mieliśmy jednak farta i dogadaliśmy się z jednym sprzedawcą, który twierdził, że zna Lecha Wałęsę i z tego powodu oraz moich niebieskich oczu, kupiliśmy ją po okazyjnej cenie;)
Czas jaki mieliśmy na pobyt w Egipcie upłynął szybko i pozostawił jeszcze wiele do zwiedzenia. Ale to, co udało nam się poznać i zobaczyć, wystarczyło by zachwycić się tym krajem. Wspomnienia obrazów, uśmiechów i gestów, rozmów i spotkań stworzyły barwne wspomnienia, zachęcające do powrotu. A jest po co wracać. Choćby po to, by zobaczyć Luksor i przywieźć zapach lotosu...
Basia Borycka