 | 04-09-2008Tunezja - الجمهرية التونسية

|
Tunezja… czyli opowieść na przekór.
Nigdy wcześniej nie interesowała mnie Tunezja. Tym bardziej nie marzyła mi się moja obecność w tym kraju. Aż do czasu, kiedy przed moimi oczami ukazała się tania oferta wycieczki last minute. Kusząca. No i stało się. Mając sentyment do Afryki Północnej znowu wylądowaliśmy w kraju muzułmańskim. My i cała reeeszta Polaków. I wtedy zaczęłam zdobywać wiedzę na temat przyciągających fluidów tego państwa.
Okazało się, że Tunezja działa jak magnes na turystów, a naszych rodaków przyciąga ze zdwojoną siłą. Na właściwości magnesu składają się zaś: tani koszt, afrykańskie słońce, plaża, ładne morze o pocztówkowym kolorze, co w ogólnym, szybkim i nieskomplikowanym rozrachunku daje wspaniałą alternatywę dla polskiego Bałtyku o nieprzewidywalnej pogodzie. Jednak częstotliwość występowania języka polskiego na metr kwadratowy tunezyjskich palmowych parasoli rodzi podejrzenia, że zamiast w Płn. Afryce, wylądowaliśmy w Płn. Polsce… Konkurencyjny kolor morza, przechadzający się po plaży wielbłąd i palmy w tle zamiast lasu sosnowego rozwiewają to niepokojące wrażenie. Uff…
"Już nigdy tu nie wrócę."
Żeby choć trochę poznać Tunezję i docenić jej uroki, trzeba niezwłocznie otrzepać piasek z ciała, opuścić plażę i hotelowe włości i udać się w podróż. Zawężenie swojego pobytu do plażowania i wizyt w pobliskich centrach w celu zakupienia pamiątek, grozi niebezpieczeństwem wysnucia poglądów rozprzestrzenianych później wśród ludności, jakoby państwo to nie miało nic ciekawego do zaoferowania oprócz tanich butów Pumy. Do tego dodamy poglądy o strasznych, nachalnych Tunezyjczykach i w dodatku niewyżytych, podrywających bezczelnie nasze panie i zdanie - wyrok „już nigdy tu nie wrócę” pada z ust niezadowolonego turysty. A tymczasem jest to kraj, którym można się zachwycić. Wybierając się w podróż po tym niewielkim państwie, zobaczymy jego niesamowitą różnorodność i w tej zmienności obrazów jest jego niezaprzeczalny urok.
Na wybrzeżu zachwycił nas klimat śródziemnomorski. Podziwialiśmy tu wspaniałą roślinność taką jak palmy, oleandry, hibiskusy. Malowniczo prezentowała się na tle mozaik arabskich jak i białych budynkach z niebieskimi oknami i drzwiami przywodzącymi na myśl Grecję. Ten klimat przyczynił się do tego, że w arabskim kraju poczuliśmy się europejsko. Ale miało na to wpływ jeszcze parę czynników.
Tunezja jest najbardziej liberalnym z krajów arabskich. Kobiety mają tutaj dużo praw. Przede wszystkim, tym co nas mile zaskoczyło, a co nie było w ogóle obecne w kraju muzułmańskim takim jak np. Egipt, była obecność kobiet w pracy. Kobiety pojawiły się. Uśmiechnięte, ubrane w dżinsy i podkoszulek zachęcają po francusku i angielsku do zakupu pamiątek w ich sklepie. Sprzątają w hotelach, sprzedają na kasach w marketach, jeżdżą samochodami. Nowoczesne, młode kobiety nie noszą chust i długich tunik zakrywających całe ciało, ale starsze kobiety, bądź te, które chcą być wierne tradycji noszą białe lub kremowe sifsari. Mają wybór. Młode matki wychowują w duchu nowoczesności swoje córki, których strój nie odbiega od stroju dziewczynek z Zachodu i które żyją tym samym co one. Pamiętam widok dwóch radosnych dziewczynek idących z książkami pod pachą i puszczających bańki mydlane, które na widok aparatu zaczęły chichotać nie odwracając wzroku, być może myśląc, że zostaną uwiecznione na zdjęciu.


Kobieta w sifsari.
Będąc w Tunezji nie czuje się zatem takiego odosobnienia i takiej odmienności kultury jak np. w Egipcie. A połączenie świata arabskiego ze śródziemnomorskim jakiego doświadcza się w miejscowości nadmorskiej (w naszym wypadku w Hammamecie), widok meczetów usianych w oleandrowych krajobrazach jest bardzo przyjemny.
Ale dopiero wyruszając poza wybrzeże, doświadczy się palety wrażeń z tego kraju. Wędrówka po Tunezji to wędrówka śladami historii, bowiem jest to starożytna Kartagina, ale to również wędrówka po wielkiej i niesamowitej scenerii filmowej. Wielu reżyserów doceniło i zainspirowało się bogactwem krajobrazów tunezyjskich kręcąc tu sceny do swoich filmów. Udając się w podróż na południe staliśmy się więc częścią planu filmowego, gdzie główne role należały do nas.
Moja właściwa podróż rozpoczęła się od amfiteatru rzymskiego w miejscowości El – Dżem. Zwiedzaliśmy go o poranku. Słońce podkreślało piękny piaskowy kolor budowli, a przy wejściu do amfiteatru, pod kolumnami, stały stoliki, gdzie można było napić się aromatycznej kawy i skąd roztaczał się wspaniały, intensywny zapach pomarańczy ułożonych w piramidki na talerzach. Ten aromatyczny poranek pobudził moją wyobraźnię i odtąd mijając stoiska z pamiątkami, budynki przypominające antykwariaty, patrząc na maski stylizowane na starożytne rzeźby, piękne przedmioty, magiczne krzesło, przeniosłam się do przeszłości, do czasów podróżowania statkami, walk gladiatorów, do czasów świetności państwa Kartagina…
Tunezja to kraj cudownych przestrzeni. Choćby taki Wielki Szott (Chott – El – Jerid) – słone jezioro, które dzieli Tunezję na pół. Wysycha w miesiącach letnich stając się ogromną płaską przestrzenią, aż po horyzont, na której migoczą kryształki soli i w niektórych miejscach znajduje się czerwona woda. Czekając na wschód słońca w tym surrealistycznym miejscu, to tak jak być na innej planecie… Gdy słońce jest już wysoko na niebie, wpatrując się w dal możemy przekonać się na własnej skórze co znaczy zjawisko fatamorgany.
Udając się na południe mijaliśmy wielkie plantacje oliwek, bujna zielona roślinność, aromatyczne kwiaty zamieniły się w suchy teren porośnięty kaktusami i agawami. Krajobraz zamienił się na księżycowy. Niezwykły. Na tych terenach żyją ludzie mieszkający w jaskiniach. W miejscowości Matmata odwiedziliśmy ich. Berberowie – rdzenna ludność Afryki, drążyli mieszkania w ziemi, ponieważ ziemia łatwo poddawała się kopaniu, a na terenach pustynnych ciężko o odpowiedni surowiec budowlany. Poza tym miało im to zapewnić schronienie przed wrogami i słońcem. Do dziś ludzie żyją w ten sposób, ale większość przeniosła się do normalnych budynków. Część z rodzin otwiera swoje mieszkania – jaskinie dla turystów i pieniądze zarobione za taką wizytę mają obowiązek podzielić pomiędzy resztą wspólnoty „jaskiniowców”.
W drodze na pustynię koniecznie trzeba zobaczyć oazę górską, by zachwycić się intensywną zielenią palm i strumykami wijącymi się na tle piaskowych gór. W oazie Chebika przypomniałam sobie lekcje geografii z podstawówki, gdzie uczyłam się o afrykańskich oazach, palmach daktylowych i losie słodki, przyszło mi na własne oczy je zobaczyć! Dotknąć, poczuć. To co było kiedyś czarnymi literkami tłuczonymi do głowy przybrało teraz postać 3D. I to jest piękne.
Z oazy wprost na Saharę! Bezkresna, piaszczysta, fascynująca przestrzeń. Piasek niesamowity w dotyku, delikatny o drobniutkich ziarenkach. Wielbłądem można udać się na spokojną, kontemplującą przejażdżkę, by podziwiać zachód słońca na wydmach pustyni albo jeepami szaleńczo przemierzyć Saharę i z każdym wyskokiem z wydmy, obijaniem się od dachu i siedzeń podnosząc ilość endorfin w organizmie. Stałam się fanką pustynnej jazdy, dzięki której na Saharze doświadczyłam eksplozji szczęścia :)
W Tunezji znajduje się czwarte święte miasto islamu – Kairuan. To także miasto, gdzie powstał pierwszy meczet na kontynencie afrykańskim. Ten najważniejszy ośrodek religijny był dla nas przystankiem na drodze podziwiania arabskiej architektury i obcowania z arabską kulturą. Kolejnym była stolica – Tunis, gdzie pojechaliśmy pociągiem, by zwiedzić ruiny starożytnej Kartaginy i Muzeum Bardo – skarbiec znalezisk z tunezyjskich wykopalisk. W takiej podróży języka polskiego już się nie uświadczy, za to doświadczymy obecności tubylców mając okazję podejrzeć ich w naturalnych, codziennych sytuacjach. Bilety są tanie, pierwsza klasa jest minimalnie droższa od drugiej, dlatego warto wykupić w niej miejsce. Przed podróżą do Tunezji, znalazłam w Internecie opinię, że niebezpiecznie samemu jeździć pociągami. My żadnego zagrożenia nie czuliśmy. Sami byliśmy ciekawostką dla ludzi, którzy służyli radą i pomocą jeśli było trzeba.
Latające dywany i dżinny
Każdy zna bajkę o latającym dywanie, o dżinie uwięzionym w butelce i piaskach pustyni stanowiących tło czarodziejskich zjawisk. I kto chce znaleźć się u źródła tej bajki, musi przyjechać do Tunezji.
Wszędzie widać bogatą ornamentykę, powtarzające się abstrakcyjne wzory. Jest to cecha sztuki arabskiej. Koran zabrania bowiem naturalistycznego przedstawiania istot żywych. Na kafelkach, drewnie, metalu, ceramice, znajdują się ozdobne wzory. Wzór powtórzony wielokrotnie na dużej powierzchni ma robić wrażenie i skłaniać do skupienia i refleksji nad nieskończoną potęgą Boga.
Dywany, z których słynie Tunezja są misternie wyplatane i również zachwycają ilością ornamentów i kolorami. Bogactwo wzorów ma działać odstręczająco na… dżinny , które przyciąga pustka. W wierzeniach muzułmańskich dżinny to istoty nadprzyrodzone dobre i złe. W okresie przed islamem uważano je za złe demony zamieszkujące… pustynię.

Siedząc na piaskach Sahary czy oglądając nocą w oazie gwieździste niebo poprzecinane liśćmi palm, gdy w powietrzu unosi się głos muezina wzywający do modlitwy, a tajemniczy kot przechodzi między daktylowcami, warto mieć świadomość tego, bo wtedy wszystko nagle nabiera sensu…
Basia Borycka